ownlog.com
12.05.2012 :: 21:46 | Komentuj (0) niestety nie jest dobrze żyję póki co, neurony też ale są w opałach. Staram się nie myśleć więc na tym zakończę
08.05.2012 :: 22:29 | Komentuj (0) Dopadał mnie wieczorny ból głowy. Jutro uciekam stąd, dosyć mam już tego. Lęk mi się załączył dzisiaj, boję się jednak powrotu do tego co zostawiłam. Brak planów na życie, przewleczona do października obrona mgr a teraz dalszy ciąg jeżdżenia po lekarzach. Niecierpliwość może skłoni mnie za raz do poszukiwania odp co oznaczają moje zmiany w eeg. Jutro mam nadzieję tętniaki i zagrożenie obumieraniem neuronów z niedokrwienia zostanie wykluczone (moja diagnoza) i będę mogła zacząć szukać rehabilitacji, protetyka, poduszki do spania, sanatorium (?:P) i adwokata (?).
Marzy mi się bycie "specjalistą", estyma. Wiem że motywację mam chorą. Co w takiej sytuacji? Myślę też sobie o życiu. Można się nim zachwycić. Mogę się nim zachwycić (jestem na tyle zdrowa). Póki mam sprawny mózg, póty nie jest źle, nie muszę przecież odchylać głowy do tyłu, nie? :?
05.05.2012 :: 00:27 | Komentuj (0) Kiedyś pomyślałam, że jednym z największych cierpień jest żyć ze stomią. Od dziś na łóżku obok pani leżąca. Zmiana worka i smród powoduje, że wszelkie moje potencjalne współczujące odruchy znikają.
Dzisiaj zła i sfrrustrowana, chcę się buntować opozycyjnie i uciec stąd, w klapkach i dresie do biblioteki uniwersyteckiej opodal.
Choroby układowe wykluczone, uff, Rzs się trochę bałam.
02.05.2012 :: 23:20 | Komentuj (0) Chyba narasta moja irytacja. Nic nie wiem, badało mnie 4 lekarzy, każdy chciał zlecić inne badania, tylko dzięki kol która tu pracuje dowiedziałam się w końcu kto mnie prowadzi (2 młodych lekarzy) RTG kręgosłupa - pani mnie przytrzymała w b niewygodnej pozycji przez kilka minut i później pół dnia bolało. RM mózgu - inna pani wbiła mi igłę, ojoj i na dłuugim sznurku podłączyła strzykawkę, którą następnie zamocowała u mych stup w rezonansie firmy siemens (zielony), podobno najlepszym w mieście. Wyników oczywiście nie ma. Badania krwi mi zrobią w pt. Czyli pięć dni im to zajmie.
Właśnie wieloryb obok mnie chrrrapie, tylko z nią jestem na sali teraz i jakoś mi nieswojo. Czuję, że zdecydowanie odstaję od reszty pacjentów ('co to za sarenka biega po odddziale?') Próbuję coś czytać do egzaminu. Ale jestem mocno zaniepokojona, ciągle rozproszona czymś (ciekawią mnie różne rzeczy, pacjenci, działanie instytucji, lekarze..), znudzona, bolesna i osamotniona. Czekam nawet na krótki tel od ojca. Cokolwiek! Jestem spragniona kontaktu (fuzji?) i zagubiona. Zupełnie życiowo zagubiona, nie wiem co dalej.
Rozumiem już co mieli na myśli pacjenci w psychiatryku mówiąc że chcieli tam, żeby odpocząć i pomyśleć. Rutyna, ten sam rozkład dnia, instytucjonalizacja, jedzenie pod nos ("jedzenie") zmieniana pościel, myta łazienka, nic tylko usiąść najlepiej na ławce albo leżąc na łóźku, rozmyślać. Ale oderwanie od normalnego świata i ludzi, dla mnie jakoś przygnębiające, może sprawiać że te rozważania odpłyną daleko od realności. Ja dziś rozważałam zawody opiekuńcze, może jednak pójść w taką kompensację? Czy nieświadoma wściekłość mnie dobije? A może jednak nauczanie? doktorat plus promocja zdrowia i psychoedukacja?? No... Czy ja na prawdę coś wiem, czy ja mam czym się podzielić? Nie Potrzebuję doświadczenia. Zajęcia pragmatycznego!
Myślę sobie że tak bardzo nie chcę mi się uczyć, bo po co? Jeśli nie umiem wykorzystać tej wiedzy? Kiedyś chłonęłam z fascynacją, żeby "wiedzieć" a teraz? Może popadłam w marazm dorosłości, którym się brzydziłam "wszystko o życiu już wiem, nauczyłam się ile mi potrzeba, a teraz.." Nie wiem co teraz, ale marzę o bezpieczeństwie i stałości i spokoju. Letargicznie by chyba jednak snuło się życie gdybym została, no nie wiem sklepową, po południu chodziła na rehabilitację (to mnei czeka?) i pielęgnowała kwiatki na balkonie i już. Bez lęku, bez porażek, byłabym jednym wielkim zmarnowanym potencjałem. Tak źle i tak niedobrze. Zazdroszczę wykształconym specjalistom, mającym poważanie i biorącym odpowiedzialność której ja nie udźwignę. Jestem małym przestraszonym dzieckiem. Mamo! chcę być zdrowa! Zaopiekuj się mną..
30.04.2012 :: 20:39 | Komentuj (0) Na oddziale szpitalnym. Apap dostałam na pocieszenie. Gdyby nie znajomości nawet by mnie nie przyjęli. Pan docent chyba zleci mi poszerzoną diagnostykę neurologiczną przynajmniej. Chciałabym przestać dywagować, uwierzyć, że jestem pod opieką i móc zasnąć a jutro się uczyć. W tym upale będzie ciężko.. na szczęście jest patio z drzewami, trawą i fontanną (prawie do niej wpadłam dziś przestraszona przez gołębia) Boję się że potraktują mnie jak psychiczną, bo biorę leki (coś mąciłam pytana dlaczego.. no bo właściwie nie wiem.. na razie nie odstawiam ani nic nie zmieniam żeby nie wytwarzać sobie nowych objawów) Na sali mam dwa wieloryby (no dwie panie takie.. zwłaszcza na tą obok zerkam z lękiem czy z łóżka nie spada, bo ledwie się może poruszać, a druga po operacji nie może dobrze mówić, ale ćwiczy ze mną, ja nie bardzo mogę zrozumieć, staram się) Pielęgniarki miłe! :] miła niespodzianka. Lekarz dowcipny, ale chyba właśnie potraktował mnie trochę z przymrużeniem oka. Fajne jest to, że mam internet;] Jak nie będę mogła spać (zapewne) mogę pooglądać sobie In treatment.
Jestem tu sama raptem 3 h i już doskwiera mi samotność.
Pierwszy raz w szpitalu jako pacjent, od czasu wycinania migdałków gdy miałam 5 lat, wtedy to była trauma porzucenia i oszukania przez mamę. Szpitale kojarzą mi się z mamy chorowaniem, wtedy 13h dyżurowałam przy niej, pomagałam innym chorym czy też poganiałam pielęgniarki. Mama byłą wspaniałą pacjentką, ale ta jej córka, nieznośna...
Stres hospitalizacji, zamiast odpoczynku na łonie natury. Chyba nie napiszę tej magisterki, cholera, na prawdę już nie tak dużo mi zostało, ale żeby zdążyć, musiałabym się dobrze czuć.
Za raz chyba wyłączę laptopa i posiedzę na szpitalnym parapecie przy otwartym oknie tuż nad bardzo ruchliwą ulicą. Potem czeka mnie prysznic we wspólnej dla 10 os łazience (wieloryb nie zamyka za sobą drzwi jak siedzi na sedesie;/), w której są 2 pary drzwi bez zamków.
28.04.2012 :: 23:32 | Komentuj (1)
Dzień po fatanej nocy, która przyszła po fatalnym wieczorze kończy się. Zdiagnozowałam sobie z pomocą google zwyrodnienie kręgosłupa szyjnego. Przeczytałam o wielu objawach, które do niedawna ignorowałam, teraz wiem że mogą świadczyć o nacisku na rdzeń kręgowy. Przestałam czytać, więcej nie chcę spekulować póki nie zdiagnozuje mnie lekarz. M. przekracza granice, rani mnie w złości nawet nie do końca świadomie używając informacji które ja ufnie przekazywałam mu po powrocie z sesji terapeutycznych, o moich największych lękach o tym co sprawi mi największe cierpienie. Wczoraj wiłam się na podłodze w kuchni, dziś po takim napięciu mięśni wszystkie objawy nasiliły mi się bardzo, z lęku nie mogłąm cały dzień powstrzymać łez. Przed chwilą zastanawiałam się czy rozbić szklankę na M. glowie, czy skoczyć z balkonu. Babcia dzwoniła dziś do mnie, powtarzajac mi że mam swoją wartość i żebym nie dała sobą pomiatać bo jestem dobrą dziewczyną (szkoda że 20 lat temu budowała moją samoocenę nazywając mnie suką i bijąc) ..i tak sobie myślę o cierpieniu. Cierpienie daje pewną specyficzną siłę, siłę którą ja niestety całe zycie mylę właśnie z wolą życia, czy też może splotły się one w jedną całość. Cierpienie i pragnienie przetrwania, energia (wściekłości?), którą mam, nadal mam. Nie jest więc tak źle. Bywają chwile braku, totanego bólu gdy całe ja pragnie jedynie ulgi. Wtedy mogę podjąć decyzję o jego końcu. Tak egzystencjalnie - zawsze mamy możliwość wyboru. Czując straszny lęk o swoje ciało a co za tym idzie, życie, mogę w przebłysku mojego (niegotlenionego?) mózgu poczuć, źe Jestem i sam ten fakt jest w jakiś sposób źródłem nadziei 27.04.2012 :: 15:55 | Komentuj (1) Zły nastrój. Zły i samotny. Frustracja powoduje lęk, może powinnam napisać wściekłość i lęk przed tym co mogę zniszczyć. Na terapii opowiedziałam o swojej fantazji że spotykam swoją matkę na ulicy, jak zawsze zagonioną i świetnie ubraną. Jako idealny obiekt mojej miłości. >Ale nie ma miejsca dla pani w tej fantazji. No nie ma. (!) Była dla mnie aż tak niedostępna, że mogłam cieszyć się samym dostąpieniem łaski przebywania obok niej. Już pisałam, "to musiało budzić okropne uczucia, do niej i do samej siebie, tak bardzo pragnącej" Och. Więc teraz wszystko albo nic, sukces albo śmierć, spełnienie lub zniszczenie.
25.04.2012 :: 21:44 | Komentuj (0) M. mówi, że mam głupot nie pisać tylko się uczyć. Nie chcę do szpitala badać się na okoliczność zmian rozrostowych w mózgu. Jak się okaże, że... no to kaplica. A jak się okaże, że nic mi nie jest i jestem wariatką która tak boi się życia, że marnuje pieniądze podatników na niepotrzebne pobyty w szpitalu to będzie mi wstyd (tym bardziej że lekarz jest ojcem koleżanki z psychologii, której zazdroszczę, ach)
Gdybym nie zmierzyła sobie źrenic na zdjęciu linijką to sama już przestałabym sobie wierzyć.
Rezonans stawów: no mam zmiany zwyrodnieniowe krążka i zmniejszoną ruchomość kłykcia blabla.. z przeciwnej strony niż mnie boli (z innej niż rok temu). Kupy się to nie trzyma (czyli pewnie ktoś tu jest niedouczony)
SSRI - ciągle głodna, ciągle senna, takie życie też jest do dupy.
22.04.2012 :: 11:13 | Komentuj (0) Najnowsza diagnoza: neuralgia nerwu trójdzielnego. Jak się położę, potem przez kilak godzin bolą mnie wszystkie zęby z prawej strony. Czyli mam nacisk na nerw pewnie. Krążek mi się przemieścił? :( Byłam mimo tego na wieczorze panieńskim wczoraj na Sabacie czarownic. Śmiesznie było, panna młoda miała różne zadania do wykonania, z pomocą nieznajomych panów z klubu. Miałyśmy czapki czarownicy (i ludzie nie wiedzieć czeku robili nam zdjęcia) i był tort w kształcie penisa. Dostałam zaproszenie nawet na wesele, nie spodziewałam się, aż tak bliskimi koleżankami nie byłyśmy. Zazdrosna jestem, o jej pracę, doktorat, rodzinę..
Ja dziś idę na kolejny obiad rodzinny do M.
Antydepresanty mnie wkurzają, przesypiam kilka h dziennie, w nocy i tak nie śpię przez objawy, rano nie mogę się zwlec. Jedyne co mi jak dotąd pomaga, to terapia, dopiero w czwartek. Czuję się pokrzywdzona przez los, wściekła, bardzo, nie do pomyślenia. (Śniłąm dziś znowu o wielkim oficjalnym spotkaniu mafii politycznej, która to miałą mnie zlinczować za przewiny - czyli boję się swojej agresji?)
15.04.2012 :: 17:07 | Komentuj (1)
Trochę posprzątaliśmy mieszkanie, trochę więcej nadziei na przyszłość daje taki widok.. Dużo się martwię.. schudłam 4 kg jak pokazała dziś waga. Może moje zmęczenie wynika po części z początku działania antydepresantów? sama już nie wiem czy to dobry pomysł je brać. Oczywiste, że jak poszłam do psychiatry ze spadkim wagi, bezsennośćią i myślami s, dostałam tabletki. Na skali Hamiltona ja zawsze mam lekką depresję, więc ta umiarkowana dziwnie mi brzmi, nadmiarowo. Gorzej. Kryzys jest na tyle duży że zrobiłam wielki krok do tyłu - zaczęlam tłumić emocje. Czując coś myślę sobie nie nie wolno, bo zwariuję, nie chcę (może tabletka uspokajająca?:/) Przestałam nawet rozróżniać lęk i złość. To jak bycie półmartwą, tego oczekiwali ode mnie rodzice. Straszne. Bezpieczniejsze? Raczej wykańczające psychicznie i somatycznie. Właściwie to odsunęłam się od ludzi ostatnio. Wstydzę się. Że jestem dziwnie chora (nie.. wściekam!) Wstydzę się swojej nieporadności i emocji. Przez chwilę przyznałam że osiągnęłam sukces na terapii, zaczęłam szukać pozytywów. I co? Autodestrukcyjna osobowość umożliwiła mi eskalację cierpienia.
Plan: tydzien z podęcznikiem z psychologii zdrowia, 3 tyg na napisanie pracy mgr... (?1?) i 2 tygodnie na naukę do egzaminu spec. Potem tydzien na kolejny egzamin (czytanie książki??) W międzyczasie praca zaliczeniowa. I jakiś projekt wolontarystyczny, do którego się impulsywnie zgłosiłam. No i leczenie. Ktoś mi chyba w końcu będzie umiał pomóc. :(
|