The current mood of Selma at www.imood.com
[Księga gości]

ARCHIWUM
2012
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień

GG: 3254403 say hello

25.01.2012 :: 20:50 | Komentuj (1)
Herbata zielona piernik z wiśniami. Tak się ta herbata nazywa. Wiśnie pływają faktycznie.
Po piwie i po kanapkach z serem których nie mogłam pogryźć, z powodu inwazyjnej metody 'rozklinowania przez podniesienie zwarcia", co brzmi perwersyjnie zdaniem mojej terapeutki.
Będę pisała pracę na jutro, ciekawe czy z większą weną? Na razie trochę niewyraźnie widzę swoje notatki.
Oddam pracę 3 tygodnie po terminie, boję się co będzie. Z seminarium 5 podobno mam, ciekawa jestem dlaczego. Przecież napisałam 2 razy za dużo. Z resztą, mój problem, może po wyrzuceniu połowy reszta jest na 5?. Też się boję
I boję się, bo jutro druga rocznica mamy śmierci.
Ojciec w Egipcie, babcia pewnie zaprosi mnie na obiad.
A ja?
Tęsknię. Mam potrzebę kochania kogoś. Ale nikogo nie mogę, bo towarzyszy temu tyle złości. Mamę kochać bym chciała, idealnie, pięknie, nierealnie.

14.01.2012 :: 12:50 | Komentuj (0)
Pochłaniam teraz zamiast się zajmować sesją Style Charakteru Johnsona, rozdział o charakterze oralnym. Pół roku zwlekałam z jego przeczytaniem. Czytam o sobie, jestem oralna (na pewno z rysami jeszcze symbiotycznymi, może obsesyjnymi, czasem funkcjonująca na poziomie borderline a już zwłaszcza w terapii, choć nie tylko.)
Czuję się jak pantofelek. Jeśli dnem jest choroba psychiczna i rozpad osobowości, dno pełne mułu nieustrukturowanego, to ja unoszę się kilka centymetrów nad nim. I tak sobie plumkam raz w lewo raz w prawo. Jestem unoszona, czasem zmacham jakąś witką czy tam żęską. A wszystko co robię przez całe życie jest tylko przejawem mojego charakteru, nie mogę wyjść poza. Wszytskie zmiany czy potencjalne sukcesy były tylko przejściem od jednego do drugiego sposobu kompensacji. Jestem prosta jak budowa cepa, wydawać by sie mogło, że w takim razie prosta sprawa zmienić to. Jestem pantofelkiem, jakie są moje możliwości życiowe?
Zmiana będzie ewolucją, trwającą miliony lat!!

09.01.2012 :: 15:48 | Komentuj (0)
Jestem przeciążona. Zmuszam się do nauki, mimo emocji, no bo co mam zrobić, oblać wszystko?
Wiec stosuje swoje stare nieadaptacyjne strategie radzenia sobie - jedzenie slodyczy, uciekanie od rzeczywistoci w marzenia, przenoszenie zlosci na innych bogu winnych. Przeraza mnie praca magisterska - malo czasu wlasciwie brak czasu i koniecznosc napisania czegos sensownego na podstawie artykulow po angielsku, ktorych nie rozumiem.  Wiec snia mi sie bardzo zle rzeczy, wybudzam sie nagla cala sztywna we strachu lub zlosci. Od teraz przes najblizsze 2 tygodnie liczy sie kazda godzina, kazda powinna byc wykorzystana na nauke. Pozniej jeszcze ponad tydzien i wolne, jesli wszystko zalicze. Nie moge, nie chce tak dlugo tlumic emocji, nie wiem. Juz i tak jednej rzeczy nie zalicze w terminie... Chodze troche bardziej swiadoma swoich problemow osobowosciowych i .. sesja czy nawet studia w ogole od razu maja mniejsze znaczenie. Pikus troche maly z nich wychodzi w porownaniu z tym z czym sie zmagam 'od zawsze' nie zdajc sobie nawet z tego sprawy.
Zadziwia mnie jak ludzie ze mna wytrzymuja, jestem tak trudno znosna.
A terapia wgladowa jest cenna dlatego, ze wprodzana znaczenia tam gdzie jest chaos i ciemnosc nieswiadomosci. Nie lubie siebie, wrecz nieznosze ostatnio, ale bardziej sie akceptuje bo wiem. Wiem (dowiaduje sie powoli) na czym to wszystko polega.
No to czas na nauke. Zlosc powoduje nieznosne napiecie miesni karku. Jutro masaz.

01.01.2012 :: 15:53 | Komentuj (0)
Kończę 25 lat.
To dziwne.
Jestem dorosła?
Ta odpowiedzialność mnie nęci i przeraża

Urodziny na kacu. Po co to sobie zrobiłam??

31.12.2011 :: 12:11 | Komentuj (0)
Żyję i bynajmniej dumna z siebie nie jestem.
Zasady nadal są złe, ale może do przyjęcia jako mniejsze zło.
Jak widać bardzo silne emocje przeżywam. I na pewno terapia jest mi potrzebna, choć czuję z tego powodu upokorzenie. Kolejny powód.

Śniłam, że miałam wszystkiego dosyć, postanowiłam opuścić na jakiś czas społeczeństwo, wybrać się pieszo gdzieś na piękną dziką wyspę, trochę niebezpieczną. (jak w tym filmie... nie pamiętam tytułu). Najpierw przechodziłam między stadami różnych ptaków, bałam się że mnie zaatakują. Pogoda była jak dzisiaj, chodziłam po zżółkłej mokrej gnijącej trawie. Weszłam, jakoś bardzo łatwo na wysoki pagórek (z pomocą terapeuty?), okazało się że nie mogę tamtędy przejść, bo ktoś zabudował ten teren. Jedyna droga prowadziła bardzo ostro w dół, nic mi się nie stało, trochę się ubłociłam tylko, chociaż dużo było lęku (ostatni tydzień). No więc idę naokoło, wchodzę w te zabudowania, korytarze, kręte, ciemno i do tego wszystko w remoncie (ja). Bardzo chcę już wyjść na światło dzienne, być po drugiej stronie, bo tam będzie dziewiczo, pięknie, będę samotna, piękna i wolna, aż do bólu. Spotykam same kobiety, boję się że będą złe, że wchodzę na ich posesję, że mnie wyrzucą (na swej drodze natknęłam się na zasady terapeutki.. ) ale one wskazują mi drogę, choć mało dokładnie, ja nie rozumiem znowu się gubię, pomagają mi, idę gdzieś na oślep. W końcu jedna mówi mi coś niemiłego, ja (tak się czuję teraz) na skraju em., uderzam ją w twarz, wiem, że to była przesada. Zamiast przeprosić, proponuję, że może mi oddać. Ona tego nie robi, idę dalej.
Sen się zmienia, jestem uwięziona w jakimś "wariatkowie", miałam wejść tylko na chwilę tam ale z powodu biurokracji i dezorganizacji muszę czekać 1,5h, jestem wściekła!
Wariatkowo to jakby zamknięte miasteczko,  nie wiem czy wszyscy czekają na coś ważnego co ma się wydarzyć, czy to już miało miejsce wcześniej a  ludzie zostali, nie wiedząc co dalej. Jest zimno i mokro, ja mam gołe stopy, nie mam pieniędzy na buty ani na jedzenie. W zakamarkach czai się coś złego co może mnie pożreć. 

24.12.2011 :: 14:53 | Komentuj (0)
Nowe zasady psychoterapii są dla mnie nie do przyjęcia. Rozstanie z nią też.
To będzie wtedy nieudana terapia. Ona będzie odpowiedzialna a ja poniosę konsekwencje.
Jeśli nie popełnię samobójstwa to będę chyba dumna z siebie do końca  życia.
Od wtorku usiłuję nic sobie nie zrobić. Moja reakcja wydaje się być może nieuzasadniona ale ma swoje podłoże. Nie, nie będę pisać, niedługo chcę się zebrać na wigilię. Poza tym brak mi słów, bo cierpię. Czuję się.. zniszczona.
Chociaż czytałam, że każda autodestrukcja jest próbą ochronienia jakiejś części siebie. Np przed frustracją, przed cierpieniem.
Choć to po prostu instynkt przetrwania, czy na tym mogę się oprzeć? 

23.12.2011 :: 21:00 | Komentuj (0)
Tori:

Out there are hunters



Anabelle:

Let's say predators



Tori:

I have weapons

That could destroy them



Anabelle:

You must out-create

It's the only way

I am the hunter

And the hunted

Joined together



Tori:

You create duality



Anabelle:

And neutrality

I must leave you

With the Fire muse

Show her the riddle

It is serious

If you lose

Out there



Tori:

I'll be the hare


Anabelle:

Then I'm the greyhound

Chasing after you



Tori:

Then I will change my frequency

To a fish that thinks



Anabelle:

Then you will find yourself

In the paws

Of the otter

Near her jaws



Tori:

Then I'll grow my wings

As a flying thing



Anabelle:

Flying thing, you be warned

I'm the falcon



Tori:

Watch me change

Into a grain of corn



Anabelle:

A grain of corn

Hear the alarm

In your head

I'm the hen

Black and red

And you're in my barn

They would have won

Use your head or you'll be dead

Dziś cały dzień

05.12.2011 :: 16:25 | Komentuj (0)
W Weekend: odnowiłam starą znajomość z liceum;]
Utknęłam na 7 bezsensownych godzin w bibliotece.
Czytałam i myślałam o buddyzmie.
Tłumiona złość spowodowała, że znowu nie mam zgryzu, pani doktor powiedziała, ze nie wie co zrobić, ale ściska mnie mocno i pozdrawia (...) Nie wiem już co robić.. już męczy mnie ból głowy i będzie gorzej tylko..
Praca magisterska nieruszona - promotorka spowodowała że mój plan pracy rozpadł się i nowego nie stworzyłam. Odkryłam za to w bibliotece, że mam objawy konwersyjne (np złość=mrowienie, drętwienie rąk; mroczki, mikropsje (!) i inne. .
Napisałam maila w sprawia stażu (osiągnięcie dzisiejszego dnia), choć chyba wcale nie chcę tam iść.. Badania nad stresem zawodowym..?
Znowu oscyluję między zalewem emocji a trzeźwym dość myśleniem.. więcej wiary w terapię mam znowu..
Znalazłam artykuł o mindfullness czyli właściwie medytacji Małej drogi i jej zastosowaniu w terapii depresji, wiem już o czym zrobię prezentacje na zajęcia.
Za godzinę idę na kurs fotografii - nic się juz na nim raczej nie wydarzy, mogę chyba podsumować - jakość adekwatna do ceny albo nawet zbyt niska jak na 100zł. Nie nauczyłam się prawie nic, ale zmotywowałam do kupienia lustrzanki, może kupię sobie sama na gwiazdkę? (czy ja już o tym nie pisałam?)

Bardzo bardzo emocje się kotłują we mnie, chyba złość przeważa, radzenie na poziomie niemowlaka podpowiada mi jedynie żeby się drzeć, na samą myśl czuję się jakbym miała zdarte gardło (ciekawe).
W czwartek nastąpi ostatnia sesja, a po niej, organoleptycznie przekonać się będę musiała że terapeutka nie porzuci mnie, przynajmniej puki będę płaciła jej po stówie za spotkanie. Wciąż nie mogę uwierzyć, że aż tak reaguję na taką zmianę, jeśli tak, to wymaganie od siebie pisania pracy naukowej gdy antycypuję śmierć (własną może też) jest absurdem.  Taka reakcja też jest absurdem. Ciągle zapętlam się w próbach usprawiedliwiania samej przed sobą. Na razie: "staram się jak najlepiej potrafię i kiedyś będzie lepiej"
Emocje nie pozwalają mi na napisanie nic sensownego chyba.

28.11.2011 :: 14:05 | Komentuj (0)
A za moim oknem wierzba i topola wypuściły piękne zielone liście. Boję się, że na wiosnę już nie wypuszczą..
Zatem lęk.
Utykam po każdym zdaniu pracy magisterskiej, godzinę zbieram się do kolejnego. Po miesiącu pracy mam 9 stron. Jeśli czegoś nie wymyślę, nie zmienię, to nie zdążę..
Wczoraj pół dnia męczyłam się z bólem głowy z powodu stłumionego płaczu, który zaskoczy mnie po kilku miesiącach i przyniósł myśl, że śmierć matki boli mnie dokładnie tak samo mocno i jest tak samo zaskakująca jak rok temu. dla mnie jeszcze prawda, że czas leczy rany nie działa. nie wiem co miałoby większy sens, płakanie cały dzień, czy męczenie się z tym bólem głowy i spłodzenie raptem niecałej strony tekstu? Wściekam się, przecież nie chcę jej napisać, nie chcę skończyć studiów i przechodzić na kolejny etap życia, życia bez niej. Zmuszam się do tego w ramach mechanizmu obronnego 'sama sobie poradzę, muszę, bo i tak nic nie poradzę i nie mam nikogo" W efekcie odmówiłam, gdy terapeutka zaproponowała mi dodatkowe spotkanie, jednocześnie pogrążając się w samotności i bezradności. Powtarzam się tutaj, trudno.
Wracam do pisania mgr, jeszcze przez niecałe 3 h.
Bardzo trudno mi myśleć z szacunkiem o sobie i swoich emocjach..

26.11.2011 :: 17:21 | Komentuj (0)
Trochę autodestrukcji, melisy, łez jak z fontanny, pracy magisterskiej, powalającego anime, muzyki relaksacyjnej, znajomości w top model, bezradności.

Designed by Selma
Created by Gorim
Photo by Selma
ALL RIGHTS RESERVED